Przejdź do treści
BILETY

Historia zaczęła się od dźwięku skrzypiec

Data publikacji: 08.06.2026
aktualności
W twórczości Aneri i Wojciecha Weissów sztuka nigdy nie była oddzielona od życia. Była częścią codzienności, sposobem patrzenia na świat i budowania relacji. O tej niezwykłej więzi, wspólnym domu pełnym muzyki, malarstwa i poezji, ale też o cichym, bardzo osobistym świecie Aneri opowiada Zofia Weiss, wnuczka artystów, przy okazji wystawy „Spotkały się nasze spojrzenia” prezentowanej w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach. To rozmowa nie tylko o sztuce i historii jednej z najbardziej niezwykłych artystycznych par początku XX wieku, ale też o pamięci, bliskości i świecie wartości, który wspólnie stworzyli.

„Spotkane spojrzenia"

Kiedy myśli Pani o tytule wystawy „Spotkały się nasze spojrzenia”, co widzi Pani jako pierwsze?

Zofia Weiss: Przede wszystkim spotkanie moich dziadków w Krakowie w 1906 roku. To właśnie tam poznali się Irena (później przyjęła artystyczny pseudonim Aneri) i Wojciech Weissowie – młoda dziewczyna, która przyjechała studiować malarstwo, i artysta, który chwilę później został profesorem Akademii Sztuk Pięknych. Bardzo szybko narodziło się między nimi silne uczucie, które właściwie prowadziło ich przez całe dalsze życie. Sam tytuł wystawy pochodzi z wiersza Aneri Ireny Weissowej, zapisanego nocą, kilka lat po śmierci męża. W tej refleksji poetyckiej bardzo mocno wraca pamięć o ich wspólnym życiu i o człowieku, który już odszedł. Dlatego te „spotkane spojrzenia” są nie tylko wspomnieniem ich pierwszego spotkania, ale też symbolem relacji, która trwała przez kolejne lata. Relacji pełnej bliskości, czułości i bardzo głębokiego porozumienia. Jestem przekonana, że oni przez całe życie patrzyli na siebie z ogromnym oddaniem i serdecznością, a wiersz jest świadectwem tej niezwykłej więzi.

Wzajemne dopełnianie się

W ich twórczości spotykają się dwa bardzo różne temperamenty artystyczne. Jak Pani patrzy na tę różnicę dzisiaj?

Zofia Weiss: Myślę, że to jest jednocześnie historia jednej wspólnej relacji i dwóch różnych sposobów patrzenia na świat. Oboje byli artystami i każde z nich miało własną wrażliwość i własny język malarski. Ich twórczość bardzo się od siebie różniła. Wojciech Weiss od początku związany był z symbolizmem, Młodą Polską, był dekadentem i ekspresjonistą. Później stał się także wybitnym malarzem aktów, poszukiwał klasycznego piękna, muzycznej harmonii w malarstwie. Natomiast sztuka Aneri rozwijała się bardziej intymnie, w przestrzeni ciszy i łagodnej refleksji. Jeśli można użyć określenia „malarstwo kobiece”, nie w stereotypowym sensie, ale jako sztuka wyciszona, subtelna i bardzo osobista, to jej twórczość rzeczywiście miała taki charakter. I właśnie dlatego tak ciekawe jest spotkanie tych dwóch różnych temperamentów artystycznych. Oni patrzyli na świat inaczej, ale jednocześnie łączyła ich niezwykle silna więź duchowa. Ta różnica nigdy nie prowadziła do konfliktu, ale do wzajemnego dopełniania się. Ich sztuka pozostawała odrębna, ale oni sami przez całe życie szli bardzo blisko siebie.
Fot. własność rodziny Weissów

Artystka

Kim była Aneri, zanim jej życie splotło się z Wojciechem Weissem?

Zofia Weiss: Jeszcze mieszkając z rodzicami w Łodzi, miała stały kontakt z życiem kulturalnym. Rodzice dbali o jej rozwój, chodzili razem na koncerty, wystawy, Irena uczyła się też gry na skrzypcach. Już jako siedemnastolatka wyjechała do Warszawy i zaczęła szukać swojego miejsca w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Tam rozpoczęła między innymi naukę rzeźby u Xawerego Dunikowskiego. Później wyjechała do Monachium, gdzie studiowała na prywatnych kursach Simona Hollósy’ego, a z jej korespondencji wynika, że myślała również o Paryżu. Właśnie w tym młodzieńczym czasie sztuka całkowicie zawładnęła jej świadomością. Walczyła o to, żeby rozwijać się jako artystka i szukała dla siebie miejsca w świecie sztuki. W końcu przyjechała do Krakowa, gdzie trafiła do pracowni Wojciecha Weissa. I tutaj odnalazła dwie rzeczy jednocześnie — swoją drogę artystyczną i człowieka, który stał się dla niej najważniejszy. Co istotne, Kraków przyniósł jej też ogromne ukojenie po doświadczeniach wyniesionych z Łodzi. Trzeba pamiętać, że była tam w czasie rewolucji 1905 roku, angażowała się, roznosiła ulotki, pomagała rannym. Wyjeżdżała z domu rodzinnego z bardzo dużym emocjonalnym ciężarem tamtych wydarzeń.
Fot. własność rodziny Weissów

„... życie i sztuka nie miały wyraźnej granicy"

W ich historii trudno chyba oddzielić życie od sztuki, zwłaszcza że wszystko zaczęło się podobno od muzyki?

Zofia Weiss: Tak, to bardzo piękna historia. Spacerując po krakowskich Plantach Aneri usłyszała dźwięk skrzypiec dochodzący z jednej z kamienic. Okazało się, że to grał właśnie Wojciech Weiss w swojej pracowni na poddaszu, przy ul. Podzamcze 14. Później, w ich wspólnym domu obecne były malarstwo, muzyka, literatura, rozmowy o sztuce. Grali razem na skrzypcach, potem w domu pojawił się fortepian. Aneri równocześnie malowała, pisała, wychowywała dzieci i zajmowała się domem. To wszystko tworzyło jeden wspólny świat, w którym życie i sztuka nie miały wyraźnej granicy. Bardzo dobrze pokazują ten podział domowych obowiązków słowa Aneri wypowiedziane we wrześniu 1939 roku, kiedy to on „szedł ratować Akademię”, a ona miała zabezpieczać dom. Myślę, że oboje czuli wtedy, że chronią coś więcej niż tylko miejsce, ale cały świat wartości, który razem budowali.

Piękno codzienności

A jaki był Wojciech Weiss w domu? Nie jako artysta, ale prywatny człowiek. 

Zofia Weiss: O życiu tym całkiem prywatnym Wojciecha Weissa mogę mówić właściwie tylko na podstawie rodzinnych przekazów, bo zmarł kilkanaście lat przed moimi narodzinami. Wychowywałam się więc raczej w obecności pamięci i legendy jego osoby niż w bezpośrednim doświadczeniu bliskości dziadka. Ale artyści mają ten szczególny przywilej, że zostawiają po sobie bardzo dużo świadectw, w tym, co tworzyli, w obrazach, tekstach, listach. Tak, Wojciech Weiss również pisał. Wiedza o nim pochodziła dla mnie z dwóch źródeł. Z jednej strony były to wspomnienia mojej babci Aneri, mojego ojca Stanisława i dalszej rodziny, a z drugiej jego własna sztuka i te wszystkie świadectwa materialne, które po sobie zostawił. Był człowiekiem, który potrafił stworzyć bardzo silną strukturę domu i rodziny. Nie chodzi mi tu wyłącznie o dom w sensie materialnym, ale przede wszystkim emocjonalnym i duchowym. Przez dwie wojny światowe, przez różne trudne momenty, sukcesy i kryzysy, potrafił utrzymać jedność rodziny oraz dać jej poczucie bezpieczeństwa i trwałości. Jednocześnie miał ogromne wyczucie piękna codzienności. Dom był dla niego czymś więcej niż tylko miejscem do życia. Był przestrzenią budowaną z obrazów, książek i pamiątek rodzinnych, które przechodziły z pokolenia na pokolenie. Przekazał też swoim dzieciom bardzo silny szacunek do pracy, obowiązkowości i odpowiedzialności. To, co stworzyli razem z żoną Ireną, bardzo mocno ukształtowało również kolejne pokolenia. Do dziś zobowiązuje mnie to do dbania o ich pamięć, do pielęgnacji wartości i podtrzymania ciągłości, którą staram się przekazywać dalej moim dzieciom.
Fot. własność rodziny Weissów

Spokój i łagodność

Aneri przez lata pozostawała trochę w cieniu Wojciecha Weissa. Co w jej twórczości jest najbardziej wyjątkowe i tylko jej?

Zofia Weiss: W malarstwie Aneri jest ogromny spokój i łagodność. Jest w tych obrazach coś bardzo cichego i wewnętrznego. Ona miała świadomość, że w świecie sztuki pozostaje postacią mniej rozpoznawalną niż Wojciech Weiss, ale nigdy z tym nie walczyła. Przyjmowała to z dużą pokorą i naturalnością. Jej głos w sztuce można określić cichym szeptem i dokładnie tak odbieram jej malarstwo. Nie ma tam gwałtownych gestów ani mocnych dramatycznych emocji. Jeśli maluje pejzaż, to są to spokojne przestrzenie z dużymi połaciami nieba i wolno płynącymi chmurami. Jeśli pojawiają się kwiaty, które bardzo lubiła malować, są to bukiety róż i piwonii zbierane we własnym ogrodzie, ale też wyróżniające się delikatnością polne kwiaty. Pamiętam, jak przynosiłam babci takie kwiaty ze spacerów, a ona układała je w pięknych ceramicznych naczyniach i później malowała. W jej twórczości wszystko wydaje się delikatne i intymne. Bardzo ważna była dla niej także poezja. Pisała dużo – wiersze, zapiski, refleksje. I myślę, że dopiero kiedy patrzymy razem na jej obrazy i teksty, możemy naprawdę zobaczyć pełnię jej osobowości.

Miłość, czułość i uważność na drugiego człowieka

Czy to dla Pani ważne, żeby te obrazy spotkały się z widzami właśnie w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach? Co mogą dziś powiedzieć komuś, kto zobaczy je pierwszy raz?

Zofia Weiss: Muzeum w Wadowicach jest miejscem szczególnym. Wiem też, jak wielkim przeżyciem był dla mojej babci wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Kiedy to się stało przebywała w Kalwarii. Wyszła na balkon domu i usłyszała bijące dzwony klasztoru kalwaryjskiego. Później bardzo mocno przeżywała cały pontyfikat Jana Pawła II i zawsze odnosiła się do niego z ogromnym wzruszeniem i szacunkiem. Mam poczucie, że obecność obrazów i rodzinnych pamiątek Aneri i Wojciecha Weissów właśnie w tym miejscu, w Domu Rodzinnym Jana Pawła II, jest pewnego rodzaju dopełnieniem wszystkiego, co po sobie zostawili, nie tylko w sztuce, ale również jako duchowe świadectwo, które wspólnie budowali. To wyjątkowa możliwość, że ich twórczość artystyczna może wybrzmiewać właśnie tutaj, w miejscu o tak szczególnej historii i znaczeniu. Dla mnie to sytuacja niezwykła i bardzo poruszająca. I chciałabym, żeby osoby odwiedzające tę wystawę odnalazły w prezentowanych obrazach, fotografiach i słowie pisanym, wzajemną miłość, czułość i uważność na drugiego człowieka, ale też miłość do świata, które są w tej sztuce bardzo mocno obecne.

Wystawa „Spotkały się nasze spojrzenia"

Wystawa „Spotkały się nasze spojrzenia…” przygotowana w ramach programu „Muzea Domowe” prezentowana jest w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach do 31 października 2026 roku. Patronat honorowy nad ekspozycją objęła Iwona Gibas, Członek Zarządu Województwa Małopolskiego.