Cennik biletów Rezerwacja biletów Rezerwacja telefoniczna

Telefoniczna rezerwacja biletów jest niedostępna.

Zakup biletów on-line: https://domjp2.pl/bilety/

Uwaga! Liczba biletów jest ograniczona. Z uwagi na ogromne zainteresowanie prosimy o wcześniejszy zakup biletów.

__________________

Informacja telefoniczna

Od poniedziałku do piątku od 8:00 do 16:00 pod numerami telefonów: +48 33 823 35 65 +48 33 823 26 62

 

Edmund Wojtyła

Edmund Antoni Wojtyła urodził się w Krakowie 27 sierpnia 1906 roku jako pierworodny syn Karola i Emilii Wojtyłów. Przez pierwsze lata mieszkał w tym mieście i tam ukończył pierwszą klasę szkoły powszechnej. Sporą część swojego życia spędził w Wadowicach, gdzie rodzina Wojtyłów mieszkała z przerwami od 1913 roku. W 1920 roku urodził się mu brat – Karol Józef, z którym pomimo różnicy wieku łączyła go serdeczna przyjaźń. W 1924 roku Edmund zakończył edukację w Wadowickim gimnazjum i rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studia ukończył sześć lat później, a na uroczystą promocję doktorską, która odbyła się w Collegium Maius, przyjechał do Krakowa jego ojciec wraz z dziesięcioletnim wówczas bratem Karolem.

Janina Urbanówna, koleżanka z lat szkolnych, tak wspomina Edmunda: „kolega mój Edmund Wojtyła był człowiekiem o wybitnie prawym charakterze. Wspaniały kolega. Bardzo zdolny wszechstronnie. Nazywaliśmy go czule „Ekuś”. Był szanowany i bardzo lubiany przez kolegów. Uczynny. Można było liczyć na jego pomoc w każdej sytuacji. (…) Edmund kochał bardzo swego brata Karola, co jest zrozumiałe. Gdy jednak zmarła matka, poczuwał się do wzięcia jej roli na siebie. Na każdej wycieczce dużo opowiadał o Lolku. Chwalił jego zdolności. Cieszył się jego sukcesami w nauce początkowej. Miał tylko pretensje do ojca, że wymaga od Lolka świadectw z samymi piątkami. (…) W ostatnie jego wakacje tj. w r. 1932 wędrowaliśmy po Tatrach. Celem wycieczki był Gerlach. Ponieważ spadł w nocy śnieg i skały były oblodzone, Edmund zawahał się i odradził dalszą wędrówkę mówiąc: „Nie mogę ryzykować życiem. Mam brata, którym muszę się opiekować. Jestem mu potrzebny”.”

Po studiach Edmund pracował najpierw w Krakowie i w Wadowicach, aż otrzymał stanowisko sekundariusza w szpitalu w Bielsku. Pracował tam nieco ponad półtora roku. Pod koniec 1932 roku zaraził się od swojej pacjentki płonicą. Zmarł 4 grudnia 1932 i został pochowany w Bielsku. W 1934 roku jego prochy zostały przeniesione do rodzinnego grobowca na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

W „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” z grudnia 1932 roku można było przeczytać o jego śmierci: „Nie przebrzmiały jeszcze echa tragicznej śmierci dra Sochy, sekundariusza szpitala krajowego w Cieszynie, który umarł nabawiwszy się zakażenia krwi przy operacji. I oto znowu zmarł młody lekarz, jako ofiara swego zawodu ś.p. dr Edmund Wojtyła, sekundariusz szpitala miejskiego w Bielsku po 4-dniowej chorobie na ciężką płonicę. Przed 10 dniami spędził noc przy ciężko chorej na płonicę, którą chciał wyrwać ze szponów śmierci – lecz bezskutecznie; stąd wyniósł zabójczy zarazek i równocześnie fatalny dla siebie wyrok śmierci. Ś.p. dr Wojtyła urodził się w Krakowie; był znakomitym lekarzem i wartościowym człowiekiem i pozostawił po sobie szczery żal tych, którzy znali niepospolite zalety jego umysłu i serca.

Wiele lat później jego niespodziewaną śmierć tak wspominał Jan Paweł II: „Mój brat Edmund zmarł u progu samodzielności zawodowej, zaraziwszy się jako młody lekarz ostrym przypadkiem szkarlatyny, co wówczas (1932 rok), przy nieznajomości antybiotyków, było zakażeniem śmiertelnym. Są to wydarzenia, które głęboko wyryły się w mojej pamięci – śmierć brata chyba nawet głębiej niż matki, zarówno ze względu na szczególne okoliczności, rzec można tragiczne, jak też i z uwagi na moją wówczas już większa dojrzałość. Liczyłem w chwili jego śmierci dwanaście lat”.

W liście do biskupa Tadeusza Rakoczego w 2003 roku napisanego z okazji nadania szpitalowi w Bielsku – Białej imienia Edmunda Wojtyły Jan Paweł II napisał tak: „Nie było dane Edmundowi długo pracować w tym szpitalu. Wiem jednak, że głęboko był z nim związany, a swoją pracę wśród chorych traktował bardzo poważnie. Miałem takie odczucie, gdy odwiedzałem go w tym szpitalu i gdy o tym rozmawialiśmy. W duchu lekarskiej powinności towarzyszył cierpiącym także wtedy, gdy ówczesny stan medycyny nie dawał już możliwości skutecznej pomocy. A potem on sam doświadczył śmiertelnej choroby. Jego przedwczesne odejście zapisało się głęboko w moim sercu, ale nie tylko w moim, skoro pamięć o jego samarytańskiej postawie zachowała się aż dotąd. Po siedemdziesięciu latach od jego śmierci wciąż wspominam go z braterską miłością i polecam jego duszę miłosiernemu Bogu”.