Ruchomy teatrzyk w wadowickim muzeum Jana Pawła II

szopka

Ruchomy teatrzyk w wadowickim muzeum Jana Pawła II

Drewniany wóz, a na nim cały świat. Też drewniany i ruchomy. Wszystko waży 400 kg. To teatrzyk w wadowickim muzeum Jana Pawła II. Samych drewnianych figurek papieża – od niemowlęcia do późnej starości – jest kilkanaście.

Wspólnie z mężem Jarosławem zaprojektowała Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II. Ostatnim etapem przemiany tego miejsca (od trzech pokoi do całej kamienicy z podziemiami i poddaszem) jest ruchomy teatrzyk. Wzorowany na tych, które w czasach dzieciństwa Karola Wojtyły odwiedzały miejskie podwórka. Ten zaprojektowany przez Kłaputów jest jednak znacznie większy, bo musi opowiedzieć całą historię życia papieża. Pracowali nad nim w kilkunastoosobowym zespole. Najpierw powstał scenariusz, a potem tzw. scenariusz ruchowy (każda z występujących figurek ma wyznaczoną trasę ruchu).

Jeden silnik wprawia w ruch

– To była zegarmistrzowska precyzja. Wszystko musiało się zgadzać co do milimetra, inaczej dochodziłoby do zgrzytów. Chcieliśmy, żeby mechanizm był bardzo prosty. W ruch wszystkie platformy i ludziki wprawia jeden silnik, a do tego kierują nimi łańcuchy, koła zębate, przekładnie. Założyliśmy też, że większość figurek powinna się ruszać, by sprawić frajdę przede wszystkim dzieciom – opowiada projektantka. Dlatego drewniane koniki ruszają kopytami, żołnierze maszerują, aniołki fruwają, rower jeździ, a drewniany kard. Sapieha błogosławi, podnosząc rękę. Wszystkie figurki, a jest ich 60, to dzieła Wojciecha Zasadniego, warszawskiego rzeźbiarza współpracującego od lat z Kłaput Projekt. Wybrał drewno lipowe. Samych postaci Wojtyły, od niemowlaka do schorowanego i wiekowego papieża, stworzył kilkanaście.

Opowieść o Wojtyle w tym drewnianym teatrzyku zaczyna się od historii XX w. Na platformach pojawiają się sceny z przedwojennych Wadowic, legioniści Piłsudskiego, rodzice Wojtyły. Malutkiego Lolka można pokołysać w kołysce (dzieci mogą pokręcić korbką). Potem przychodzi czas dorastania i wojna. Po niej kapłaństwo i duszpasterstwo młodych ludzi, w które ksiądz Karol był zaangażowany.

W teatrzyku zaczyna się to tak: pod górę wchodzą młodzi z plecakami, wśród nich jest Wojtyła. Na dół zjeżdżają w kajakach. Kolejna platforma i przeskok w czasy pontyfikatu: zaczyna się od słynnego „Habemus Papam”, a potem figurka Jana Pawła II wędruje po kuli ziemskiej. Gdy dochodzi do zamachu, pojawia się wielki pistolet. Ostatnia scena to ta, w której aniołki zabierają papieża do nieba. W błękicie

Jak twierdzą Kłaputowie, jaskrawe kolory (dominuje błękit) i scenariuszowe uproszczenia są po to, by utrzymać ludyczny klimat teatrzyku. Podkreśla go muzyka: przerobione na katarynkę „Góralu, czy ci nie żal”. Wiersz więzienny, który stworzył w drugiej połowie XIX w. Michał Bałucki, osadzony w krakowskim „św. Michale” (dziś to budynki Muzeum Archeologicznego). Jego więziennym towarzyszem był oskarżony o wichrzycielstwo góral, który tęsknił za rodzinnymi stronami. To dla niego powstał wiersz przerobiony później na piosenkę, którą bardzo chętnie śpiewali górale papieżowi.

– To niezwykłe doświadczenie obserwować reakcje dzieci oglądających teatrzyk. Do nich ten prosty przekaz przemawia. Widać to po rozdziawionych buziach i przejęciu, z jakim maluchy patrzą na to, co dzieje się na ruchomych platformach – mówi Barbara Kłaput.

Żródło:

m.krakow.gazeta.pl